wiecznie zmieniająca się pogoda zaczyna mnie coraz bardziej irytować. za każdym razem, kiedy myślę, że zima wpakowała już walizki do bagażnika i jedzie straszyć innych mieszkańców tego porypanego świata, ona wraca z powrotem i w najlepsze usadawia się na kanapie. wiosna bezcelowo wali do jej drzwi, choć z góry wiadomo, że nie zostanie wpuszczona. kochana zima dzisiaj zaszalała, wprawiając mnie w zaskoczenie, osłupienie i... przeziębienie. ilekroć zmienia się pogoda, moje zdrowie idzie na maliny, zostawiając mnie topiącą się w zużytych chusteczkach, naćpaną rutinoscorbinem, z łzawiącymi oczami i nosem niczym u rudolfa. czuję się beznadziejnie, kręci mi się w głowie. jestem niezdolna to wykonywania jakiejkolwiek rozwijającej czynności. siedzę wgapiona w ekran, próbując napisać tu kilka zdań, żeby nie wiało tak pustką. kompletnie straciłam apetyt, energię i chęci do życia. na dodatek czeka na mnie sterta pracy domowej, która macha rączkami i domaga się o odrobienie.
hahaha, ale zdjęcie znalazłam.
Czuję się dokładnie tak samo... Pustostan. :<
OdpowiedzUsuńo maaatko, zima to zuo O.O
OdpowiedzUsuńbtw, świetnie piszesz <:
miło mi, dziękuję. c:
OdpowiedzUsuń