sobota, 28 maja 2011
what's wrong?
przerwa w pisaniu niestety nie wpłynęła na mnie dobrze. kompletnie nie wiem co napisać i czy jest sens, żeby do tego wracać. zauważyłam, że piszę tylko kiedy mam jakiś problem. jeżeli wszystko jest w porządku, wolę zachować to dla siebie, nie chwalić się całemu światu, że życie mi się układa i nie mam żadnych kłopotów. zazwyczaj moje przesadnie opisane historie życiowe psują mi nastrój jeszcze bardziej, zamiast trochę pokrzepić na duchu. wczoraj generalnie było dobrze. kfak jak kfak, bez szaleństw, nasze przedstawienie było porażką, a innych występów nie miałam przyjemności obejrzeć. potem musical, który po raz kolejny wywołał same pozytywne emocje. wieczorny jogging również zadziałał na mnie dobrze. napisałam kolejną piosenkę, wyszła oczywiście wolna i dołująca. dzisiejszy dzień jest pierwszą od dłuższego czasu niedzielą, podczas której nie słaniam się po domu, nie czuję się źle i chce mi się żyć. wyjątkowo, jest dobrze. sprzątam, siedzę na tarasie i rozmyślam, myśli uciekają mi w stronę zielonej szkoły, na którą wybieramy się już w środę. obowiązkowo biorę odtwarzacz, głośniczki, teksty piosenek, doodlowy notes i kalosze. będziemy chodzić po bagnach. :D jazdę autokarem umili mi mp4, na którą właśnie zgrywam piosenki i oczywiście, rysowanie doodli. oby wszyscy zasnęli. razem z koleżanką usiądziemy w pozycji śledzia i bez jakichkolwiek skrupułów będziemy darły się na cały głos. taki patent został wypróbowany już rok temu. mama właśnie przyniosła mi lody waniliowe z truskawkami. smakują wakacjami. tym beztroskim wylegiwaniem się na świeżo skoszonej trawie w ogródku, skakaniem przez spryskiwacz, mnóstwem pomysłów, spędzaniem czasu ze znajomymi, rodzinnymi wyjazdami, masą czasu dla siebie, regularnymi wycieczkami rowerowymi, wypadami na basen, zapachem porannej rosy, popołudniowego grilla, wieczornego deszczu. mogłabym tak wyliczać bez końca. nie mogę się już doczekać. odliczam dni, zapisuję plany. koniec roku będzie początkiem tych wszystkich przyjemności. damy radę, musimy wytrzymać. :D
środa, 11 maja 2011
niedziela, 3 kwietnia 2011
motyle na głowie.
calutki weekend spędziłam napawając się przepiękną pogodą. zupełnie zmienił mi się nastrój. moja terapia zaczyna przynosić efekty, zachwycam się tym wiosennym, złocistym i nieprzeniknionym światem, gubiąc w moim szczęściu wszystkie westchnienia i problemy. razem z wiosną przychodzi rozradowanie, świeże spojrzenie na świat, zakorzenia się w głowie mała iskierka, która coraz częściej wywołuje uśmiech na mojej twarzy. wydarzenia ostatnich dni właśnie zapisuję skrupulatnie w pamiętniku, popijając herbatę z różą i francuską wanilią, którą zdaje się miałam odstawić. na niebie nadal pozostały różowawe ślady promieni słonecznych. dawno nie czułam się tak wspaniale. mam przewentylowany mózg, trzeźwo myślę, mogę spokojnie stawić czoła jutrzejszemu dniu w szkole. najbardziej pocieszającą rzeczą na świecie jest to, że po tym tygodniu zaczyna mi się długi okres sielanki. z drobnymi przerwami, ale zawsze. w następny poniedziałek mam skrócone lekcje. wtorek, środa - testy, jedyną rzeczą na którą jestem skazana są rekolekcje. czwartek - wolny. :D kilka dni później zaczyna się przerwa świąteczna, potem znów powrót do szkoły, a następnie majówka. oby pogoda dopisała.
dzisiaj wyjątkowo szybko piszę i nie mam zbyt wiele czasu, dlatego przepraszam za zdjęcia, ale następnym razem będą ładniejsze. te wykonałam na zajęcia artystyczne.



wiem, że są nęędzne, strasznie przepraszam.
dzisiaj wyjątkowo szybko piszę i nie mam zbyt wiele czasu, dlatego przepraszam za zdjęcia, ale następnym razem będą ładniejsze. te wykonałam na zajęcia artystyczne.



wiem, że są nęędzne, strasznie przepraszam.
poniedziałek, 28 marca 2011
powody do radości?
od pewnego czasu zauważyłam u siebie zdumiewający brak pewnej umiejętności, która towarzyszyła mi odkąd tylko pamiętam. nie wiem, kiedy ją utraciłam, ale jej brak zupełnie psuje mi nastrój i nie motywuje do dalszego działania. chodzi mi o radość z życia, dostrzeganie plusów, ogólnie rzecz biorąc o optymizm, którego wcześniej było pełno na każdym kroku. teraz przejmuję się byle błahostką, zawracam sobie głowę problemami, zamiast cieszyć się tym, co dzieje się dookoła. życie zazwyczaj było w stosunku do mnie łaskawe i naprawdę, wyjątkowo to doceniam. mam na myśli to, że coraz częściej z powodu jakiejś drobnej sprawy przez cały dzień chodzę smutna i przygnębiona. ktoś kiedyś powiedział, że optymistom żyje się łatwiej. całkowicie przyznaję tej osobie rację. teraz jest mi jakoś ciężko i nie potrafię tak po prostu z dnia na dzień tego zmienić. nigdy nie stawiałam sobie postanowień, ale drobna motywacja do zmiany sposobu życia na pewno wyjdzie mi na dobre. dwudziestego siódmego kwietnia przypadają moje urodziny, zatem mam cały miesiąc, żeby naprostować moje spojrzenie na świat. tego dnia chcę sobie pogratulować, w głębi serca być z siebie dumną. od jutra codziennie będę wypisywać w pamiętniku chociaż trzy rzeczy, które sprawiły mi radość tego dnia. mogą to być chociaż drobnostki. ważne, żebym powróciła do patrzenia na świat przez różowe okulary i zdała sobie sprawę, ile wspaniałego dzieje się wokół mnie. trzymajcie za mnie kciuki.
mam nadzieję, że nikt po tym wpisie nie uznał mnie za osobę kompletnie nienormalną lub samolubną. naprawdę NIE CHODZI o to, że jestem nieszczęśliwym człowiekiem. tego nie powiedziałam i wcale tak nie jest. pisząc to, miałam na myśli moje zbytnie przejmowanie się niepowodzeniami, a niezwracanie uwagi na to, jakie powody do radości przynosi mi każdy nowy dzień. muszę po prostu nauczyć się żyć w taki sposób, żeby wyciągać z niego maksymalnie dużo, a nie upadać przy każdym potknięciu.
muszę skombinować jakieś zrobione przez siebie zdjęcia, bo bez grafiki wpisy są puste. dzisiaj wstawię jeszcze nie swoje, aczkolwiek na następny raz postaram się bardziej wysilić. moją terapię mogę zacząć teraz, wstawiając obrazki, które urzekają moją duszę artystki. chcę już lato.



mam nadzieję, że nikt po tym wpisie nie uznał mnie za osobę kompletnie nienormalną lub samolubną. naprawdę NIE CHODZI o to, że jestem nieszczęśliwym człowiekiem. tego nie powiedziałam i wcale tak nie jest. pisząc to, miałam na myśli moje zbytnie przejmowanie się niepowodzeniami, a niezwracanie uwagi na to, jakie powody do radości przynosi mi każdy nowy dzień. muszę po prostu nauczyć się żyć w taki sposób, żeby wyciągać z niego maksymalnie dużo, a nie upadać przy każdym potknięciu.
muszę skombinować jakieś zrobione przez siebie zdjęcia, bo bez grafiki wpisy są puste. dzisiaj wstawię jeszcze nie swoje, aczkolwiek na następny raz postaram się bardziej wysilić. moją terapię mogę zacząć teraz, wstawiając obrazki, które urzekają moją duszę artystki. chcę już lato.



sobota, 26 marca 2011
zimowy nastrój.
wiecznie zmieniająca się pogoda zaczyna mnie coraz bardziej irytować. za każdym razem, kiedy myślę, że zima wpakowała już walizki do bagażnika i jedzie straszyć innych mieszkańców tego porypanego świata, ona wraca z powrotem i w najlepsze usadawia się na kanapie. wiosna bezcelowo wali do jej drzwi, choć z góry wiadomo, że nie zostanie wpuszczona. kochana zima dzisiaj zaszalała, wprawiając mnie w zaskoczenie, osłupienie i... przeziębienie. ilekroć zmienia się pogoda, moje zdrowie idzie na maliny, zostawiając mnie topiącą się w zużytych chusteczkach, naćpaną rutinoscorbinem, z łzawiącymi oczami i nosem niczym u rudolfa. czuję się beznadziejnie, kręci mi się w głowie. jestem niezdolna to wykonywania jakiejkolwiek rozwijającej czynności. siedzę wgapiona w ekran, próbując napisać tu kilka zdań, żeby nie wiało tak pustką. kompletnie straciłam apetyt, energię i chęci do życia. na dodatek czeka na mnie sterta pracy domowej, która macha rączkami i domaga się o odrobienie.
hahaha, ale zdjęcie znalazłam.
hahaha, ale zdjęcie znalazłam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)