poniedziałek, 28 marca 2011

powody do radości?

od pewnego czasu zauważyłam u siebie zdumiewający brak pewnej umiejętności, która towarzyszyła mi odkąd tylko pamiętam. nie wiem, kiedy ją utraciłam, ale jej brak zupełnie psuje mi nastrój i nie motywuje do dalszego działania. chodzi mi o radość z życia, dostrzeganie plusów, ogólnie rzecz biorąc o optymizm, którego wcześniej było pełno na każdym kroku. teraz przejmuję się byle błahostką, zawracam sobie głowę problemami, zamiast cieszyć się tym, co dzieje się dookoła. życie zazwyczaj było w stosunku do mnie łaskawe i naprawdę, wyjątkowo to doceniam. mam na myśli to, że coraz częściej z powodu jakiejś drobnej sprawy przez cały dzień chodzę smutna i przygnębiona. ktoś kiedyś powiedział, że optymistom żyje się łatwiej. całkowicie przyznaję tej osobie rację. teraz jest mi jakoś ciężko i nie potrafię tak po prostu z dnia na dzień tego zmienić. nigdy nie stawiałam sobie postanowień, ale drobna motywacja do zmiany sposobu życia na pewno wyjdzie mi na dobre. dwudziestego siódmego kwietnia przypadają moje urodziny, zatem mam cały miesiąc, żeby naprostować moje spojrzenie na świat. tego dnia chcę sobie pogratulować, w głębi serca być z siebie dumną. od jutra codziennie będę wypisywać w pamiętniku chociaż trzy rzeczy, które sprawiły mi radość tego dnia. mogą to być chociaż drobnostki. ważne, żebym powróciła do patrzenia na świat przez różowe okulary i zdała sobie sprawę, ile wspaniałego dzieje się wokół mnie. trzymajcie za mnie kciuki.

mam nadzieję, że nikt po tym wpisie nie uznał mnie za osobę kompletnie nienormalną lub samolubną. naprawdę NIE CHODZI o to, że jestem nieszczęśliwym człowiekiem. tego nie powiedziałam i wcale tak nie jest. pisząc to, miałam na myśli moje zbytnie przejmowanie się niepowodzeniami, a niezwracanie uwagi na to, jakie powody do radości przynosi mi każdy nowy dzień. muszę po prostu nauczyć się żyć w taki sposób, żeby wyciągać z niego maksymalnie dużo, a nie upadać przy każdym potknięciu.

muszę skombinować jakieś zrobione przez siebie zdjęcia, bo bez grafiki wpisy są puste. dzisiaj wstawię jeszcze nie swoje, aczkolwiek na następny raz postaram się bardziej wysilić. moją terapię mogę zacząć teraz, wstawiając obrazki, które urzekają moją duszę artystki. chcę już lato.


sobota, 26 marca 2011

zimowy nastrój.

wiecznie zmieniająca się pogoda zaczyna mnie coraz bardziej irytować. za każdym razem, kiedy myślę, że zima wpakowała już walizki do bagażnika i jedzie straszyć innych mieszkańców tego porypanego świata, ona wraca z powrotem i w najlepsze usadawia się na kanapie. wiosna bezcelowo wali do jej drzwi, choć z góry wiadomo, że nie zostanie wpuszczona. kochana zima dzisiaj zaszalała, wprawiając mnie w zaskoczenie, osłupienie i... przeziębienie. ilekroć zmienia się pogoda, moje zdrowie idzie na maliny, zostawiając mnie topiącą się w zużytych chusteczkach, naćpaną rutinoscorbinem, z łzawiącymi oczami i nosem niczym u rudolfa. czuję się beznadziejnie, kręci mi się w głowie. jestem niezdolna to wykonywania jakiejkolwiek rozwijającej czynności. siedzę wgapiona w ekran, próbując napisać tu kilka zdań, żeby nie wiało tak pustką. kompletnie straciłam apetyt, energię i chęci do życia. na dodatek czeka na mnie sterta pracy domowej, która macha rączkami i domaga się o odrobienie.

hahaha, ale zdjęcie znalazłam.